Po częstych zimą zabawach z masami plastycznymi zbieram żniwo - za każdym razem, kiedy robię ciasto drożdżowe, kawałek jest rekwirowany w celu wymiętoszenia przez młodszą pociechę. Inaczej nie da rady ;-) Także dla tych, którzy lubią rozwiązania "2 w 1" polecam, zwłaszcza ciasto chlebowe na zaczynie drożdżowym (czyli takim, w którym pierwsze wyrastanie trwa ok. 12 godzin, z minimalną ilością drożdży). Nota bene, bardzo dobry chleb z tego wychodzi - ja zaczęłam od tego przepisu, z Pracowni Wypieków, na chleb wiejski, teraz już go trochę zmodyfikowałam pod swoje upodobania. Dobry chleb, bez konieczności hodowania zakwasu.
Jednak czasem dobrze jest zająć dzieci czymś na dłużej - wtedy przyda się większa ilość masy do lepienia, niekoniecznie ciasto na cały bochenek chleba ;-)
Dziś przepis stąd, bardzo prosty i szybki, z jedną modyfikacją - zamiast nieosiągalnego u nas "cream of tartar" - proszek do pieczenia.
Ciastolina bez gotowania:
2 filiżanki* mąki
1/2 filiżanki soli
2 łyżki oleju
2 łyżki proszku do pieczenia
1 filiżanka wrzącej wody (maksymalnie 1 i 1/2 filiżanki)
2 łyżki gliceryny (niekoniecznie, oryginalnie było kilka kropel)
ew. barwniki spożywcze lub inne dodatki
* ja użyłam kubeczka o pojemności 150 ml
Mąkę, sól, proszek do pieczenia wymieszać w misce, dodać olej, glicerynę i gorącą wodę, wymieszać łyżką. Po przestygnięciu wyrobić ciastolinę aż przestanie się kleić. Jeśli mimo wyrabiania jest nadal zbyt klejąca, dodać trochę mąki i jeszcze raz wyrobić. Teraz można podzielić na części i dodać barwniki.
Dobrej zabawy!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciastolina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciastolina. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 6 kwietnia 2014
niedziela, 16 lutego 2014
Domowe masy plastyczne - dla dzieci - część II
Ponieważ za pierwszym razem nie byłam do końca zadowolona z konsystencji domowej ciastoliny i nie do końca byłam pewna, czy to o zakwaszenie, czy raczej o spulchnienie i zmianę struktury ciasta, spróbowałam zastąpić sok z cytryny proszkiem do pieczenia i sodą.
Poniżej przepis na ulepszoną wersję ciastoliny:
Ciastolina - wersja 2
2 szklanki mąki
1 szklanka soli
2 szklanki wody
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody oczyszczonej
Wszystkie składniki wymieszać dokładnie i gotować na średnim ogniu, około 5-10 minut, cały czas mieszając, najlepiej taką trzepaczką, ja z braku takowej użyłam końcówki do miksera do ubijania białek. Gotować aż masa zacznie się robić najpierw jak takie ziemniaczane puree, a potem zacznie się zbijać w kulę na środku garnka. Przełożyć do miski, zostawić do przestygnięcia i po chwili wyrobić. Można poprzestać na tym etapie albo jeszcze podzielić na 4-6 części i każdą zabarwić barwnikiem.
Przechowywanie:
Przechowywać w szczelnym pojemniczku, ja trzymam w lodówce, ale chyba nie jest to konieczne.
Naprawdę fajne pomysły na wykorzystanie ciastoliny są na blogu bielemorele:
- maty do zabawy ciastoliną
- zimowe ciastomaty do nauki liczenia
I jeszcze - może nie jest to stricte masa plastyczna, ale ubabrać można się tym przednio :)
No i naprawdę fascynujące doświadczenie samo w sobie:
Ciecz nienewtonowska
W skrócie jest to substancja, która zachowuje się albo jak ciecz, albo jak ciało stałe - w zależności od tego, jaka siła na nią działa.
W domu można ją bardzo prosto przygotować - wystarczy mąka ziemniaczana i woda w proporcji mniej więcej 1:1.
Tutaj możecie zerknąć, jakie są efekty tego eksperymentu:
sobota, 1 lutego 2014
Domowe masy plastyczne - dla dzieci - część 1
W styczniu trochę eksperymentowaliśmy z różnymi masami do lepienia, które można zrobić samemu w domu - poniżej może niezbyt krótkie, ale treściwe podsumowanie:
Masa kukurydziano-sodowa
Gładka, miła w dotyku, w konsystencji podobna do kruchego ciasta. Pozostawiona na powietrzu schnie około tygodnia, robi się twarda, ale dość krucha.
2 szklanki sody oczyszczonej
1 szklanka mąki kukurydzianej
1,5 szklanki wody
Wszystkie składniki dokładnie wymieszać w garnku, gotować około 5-10 minut, cały czas mieszając. Najpierw masa zacznie bąbelkować, potem gęstnieć, aż osiągnie konsystencję ziemniaczanego puree. Przełożyć do miski, przykryć wilgotną ściereczką i zostawić do ostygnięcia. Potem wyrobić, mniej więcej jak kruche ciasto. Jeśli jest zbyt wilgotna, wystarczy wgnieść trochę mąki kukurydzianej.
Świetnie nadaje się do:
- małych, niezbyt przestrzennych form (chyba że nie liczy się produkt, a proces i nie zostawiamy ich do wyschnięcia)
- wałkowania (dobrze podsypać mąką kukurydzianą)
- wycinania niedużych ciastek "na niby"
- przeciskania przez praskę do czosnku
Trochę mniej nadaje się do:
- dużych, skomplikowanych form
- przestrzennych form, które mają być pozostawione do wyschnięcia
- przeciskania przez strzykawkę do kremu do tortów - da się, ale będzie potrzebna pomoc rodzica
Oryginalny przepis pochodzi stąd, ale mnie ta masa wyszła zdecydowanie żółtawa - może tam mieli mąkę kukurydzianą bieloną?
Suszenie:
W temperaturze pokojowej - około tygodnia.
Barwienie:
Tej masy nie barwiłam, ale wg powyższego przepisu, barwniki powinniśmy dodać przed gotowaniem masy. Ja bym zaryzykowała ich dodanie w trakcie wyrabiania masy.
Domowa ciastolina
Miękka, plastyczna - dobrze się z niej formuje wałeczki, placki i inne cuda. W oryginalnych przepisach, dodawany jest kwaśny winian potasu (cream of tartar), tutaj zamiennie użyłam soku z cytryny, ale nie jestem pewna, czy to najlepszy sposób. Będę jeszcze eksperymentować z domową ciastoliną i zdam relację.
2 szklanki mąki
1 szklanka soli
2 szklanki wody
2 łyźki oleju
1 łyżka soku z cytryny
ewentualnie: barwniki
Wszystkie składniki wymieszać dokładnie i gotować na średnim ogniu, około 5-10 minut, cały czas mieszając, najlepiej taką trzepaczką, ja z braku takowej użyłam końcówki do miksera do ubijania białek. Gotować aż masa zacznie się robić najpierw jak takie ziemniaczane puree, a potem zacznie się zbijać w kulę na środku garnka. Przełożyć do miski, zostawić do przestygnięcia i po chwili wyrobić, podzielić na 4-6 części i każdą zabarwić barwnikiem (ja użyłam barwników spożywczych w proszku).
Świetnie nadaje się do:
- lepienia figurek
- przeciskania przez praskę do czosnku (świetny makaron!)
- miętoszenia
Trochę mniej nadaje się do:
- rzeczy, które mają być trwałe (patrz poniżej - suszenie)
Suszenie:
Po 2 tygodniach wytwory z domowej ciastoliny obsuszyły się tylko z wierzchu - na zewnątrz utworzyła się taka skorupka, ale w środku były mokre. Podczas próby wysuszenia w piekarniku, masa ze środka zaczęła wypływać, więc chyba nie da się tego utrwalić tak jak masy solnej.
Barwienie i inne pomysły na uatrakcyjnienie ciastoliny:
Wszystkie dodatki można dodać po ugotowaniu ciastoliny - dobrze się rozprowadzają, tylko trzeba ciasto chwilę wyrabiać, żeby zabarwienie było równomierne. Można wykorzystać:
- barwniki spożywcze
- naturalne barwniki, np.: kakao, cynamon, kurkuma, papryka w proszku
- biały lub srebrny brokat do śnieżnej ciastoliny
Masa solna
Głównym atutem jest możliwość utrwalenia wykonanych prac. Niestety bardzo szybko obsycha - trzeba ją wtedy zwilżyć, żeby odzyskała plastyczność, ale przez to w moim odczuciu jest dość mało wdzięczna do lepienia dla dzieci.
Przepis podstawowy:
1 szklanka mąki
1 szklanka soli
1/2 szklanki wody
Wszystkie składniki zagnieść na gładkie ciasto, w razie potrzeby dodać trochę wody. Przykryć tę część, której nie będziemy używać, bo szybko obsycha.
Ja dodałam mąki ziemniaczanej (ok. 0,5 szklanki) i kilka łyżek wody dodatkowo, żeby masa była bardziej gładka, znalazłam gdzieś też przepisy z dodatkiem gliceryny - może to by poprawiło plastyczność masy - jak wypróbuję, dam znać :)
Uwagi ogólne o barwieniu:
Po bacznej obserwacji dwójki moich dzieci (5 lat i 2 i pół), doszłam do wniosku, że dla młodszych dzieci zdecydowanie lepsze są masy jednobarwne - kolory nie odciągają uwagi, nie korci do mieszania ich w jedną wielką ciapę ;-) Młodszy Stasiek, który do rysowania np. ma bardzo umiarkowaną cierpliwość i jest dość żywy z natury, potrafił przez 2 godziny w skupieniu lepić, kolejno sobie wymyślając: domy, "brumy", pieski itd - z masy niebarwionej, z kolorowych robił właśnie miks, który osiągnął finalnie barwę hmm... powiedzmy brunatną. Ale i tak się świetnie bawił. Starsza Kalinka z kolorów za to korzystała już z rozmysłem, dobierając, co jej akurat było potrzebne.
Masa kukurydziano-sodowa
Gładka, miła w dotyku, w konsystencji podobna do kruchego ciasta. Pozostawiona na powietrzu schnie około tygodnia, robi się twarda, ale dość krucha.
2 szklanki sody oczyszczonej
1 szklanka mąki kukurydzianej
1,5 szklanki wody
Wszystkie składniki dokładnie wymieszać w garnku, gotować około 5-10 minut, cały czas mieszając. Najpierw masa zacznie bąbelkować, potem gęstnieć, aż osiągnie konsystencję ziemniaczanego puree. Przełożyć do miski, przykryć wilgotną ściereczką i zostawić do ostygnięcia. Potem wyrobić, mniej więcej jak kruche ciasto. Jeśli jest zbyt wilgotna, wystarczy wgnieść trochę mąki kukurydzianej.
Świetnie nadaje się do:
- małych, niezbyt przestrzennych form (chyba że nie liczy się produkt, a proces i nie zostawiamy ich do wyschnięcia)
- wałkowania (dobrze podsypać mąką kukurydzianą)
- wycinania niedużych ciastek "na niby"
- przeciskania przez praskę do czosnku
Trochę mniej nadaje się do:
- dużych, skomplikowanych form
- przestrzennych form, które mają być pozostawione do wyschnięcia
- przeciskania przez strzykawkę do kremu do tortów - da się, ale będzie potrzebna pomoc rodzica
Oryginalny przepis pochodzi stąd, ale mnie ta masa wyszła zdecydowanie żółtawa - może tam mieli mąkę kukurydzianą bieloną?
Suszenie:
W temperaturze pokojowej - około tygodnia.
Barwienie:
Tej masy nie barwiłam, ale wg powyższego przepisu, barwniki powinniśmy dodać przed gotowaniem masy. Ja bym zaryzykowała ich dodanie w trakcie wyrabiania masy.
Domowa ciastolina
Miękka, plastyczna - dobrze się z niej formuje wałeczki, placki i inne cuda. W oryginalnych przepisach, dodawany jest kwaśny winian potasu (cream of tartar), tutaj zamiennie użyłam soku z cytryny, ale nie jestem pewna, czy to najlepszy sposób. Będę jeszcze eksperymentować z domową ciastoliną i zdam relację.
2 szklanki mąki
1 szklanka soli
2 szklanki wody
2 łyźki oleju
1 łyżka soku z cytryny
ewentualnie: barwniki
Wszystkie składniki wymieszać dokładnie i gotować na średnim ogniu, około 5-10 minut, cały czas mieszając, najlepiej taką trzepaczką, ja z braku takowej użyłam końcówki do miksera do ubijania białek. Gotować aż masa zacznie się robić najpierw jak takie ziemniaczane puree, a potem zacznie się zbijać w kulę na środku garnka. Przełożyć do miski, zostawić do przestygnięcia i po chwili wyrobić, podzielić na 4-6 części i każdą zabarwić barwnikiem (ja użyłam barwników spożywczych w proszku).
Świetnie nadaje się do:
- lepienia figurek
- przeciskania przez praskę do czosnku (świetny makaron!)
- miętoszenia
Trochę mniej nadaje się do:
- rzeczy, które mają być trwałe (patrz poniżej - suszenie)
Suszenie:
Po 2 tygodniach wytwory z domowej ciastoliny obsuszyły się tylko z wierzchu - na zewnątrz utworzyła się taka skorupka, ale w środku były mokre. Podczas próby wysuszenia w piekarniku, masa ze środka zaczęła wypływać, więc chyba nie da się tego utrwalić tak jak masy solnej.
Barwienie i inne pomysły na uatrakcyjnienie ciastoliny:
Wszystkie dodatki można dodać po ugotowaniu ciastoliny - dobrze się rozprowadzają, tylko trzeba ciasto chwilę wyrabiać, żeby zabarwienie było równomierne. Można wykorzystać:
- barwniki spożywcze
- naturalne barwniki, np.: kakao, cynamon, kurkuma, papryka w proszku
- biały lub srebrny brokat do śnieżnej ciastoliny
Masa solna
Głównym atutem jest możliwość utrwalenia wykonanych prac. Niestety bardzo szybko obsycha - trzeba ją wtedy zwilżyć, żeby odzyskała plastyczność, ale przez to w moim odczuciu jest dość mało wdzięczna do lepienia dla dzieci.
Przepis podstawowy:
1 szklanka mąki
1 szklanka soli
1/2 szklanki wody
Wszystkie składniki zagnieść na gładkie ciasto, w razie potrzeby dodać trochę wody. Przykryć tę część, której nie będziemy używać, bo szybko obsycha.
Ja dodałam mąki ziemniaczanej (ok. 0,5 szklanki) i kilka łyżek wody dodatkowo, żeby masa była bardziej gładka, znalazłam gdzieś też przepisy z dodatkiem gliceryny - może to by poprawiło plastyczność masy - jak wypróbuję, dam znać :)
Uwagi ogólne o barwieniu:
Po bacznej obserwacji dwójki moich dzieci (5 lat i 2 i pół), doszłam do wniosku, że dla młodszych dzieci zdecydowanie lepsze są masy jednobarwne - kolory nie odciągają uwagi, nie korci do mieszania ich w jedną wielką ciapę ;-) Młodszy Stasiek, który do rysowania np. ma bardzo umiarkowaną cierpliwość i jest dość żywy z natury, potrafił przez 2 godziny w skupieniu lepić, kolejno sobie wymyślając: domy, "brumy", pieski itd - z masy niebarwionej, z kolorowych robił właśnie miks, który osiągnął finalnie barwę hmm... powiedzmy brunatną. Ale i tak się świetnie bawił. Starsza Kalinka z kolorów za to korzystała już z rozmysłem, dobierając, co jej akurat było potrzebne.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

